
150 lat Towarzystwa Naukowego w Toruniu. Śladami mędrców, którzy wygrali Polskę (i patronują Twojej ulicy)
150 lat Towarzystwa Naukowego w Toruniu. Śladami mędrców, którzy wygrali Polskę (i patronują Twojej ulicy)
Myślisz, że historia Torunia to tylko cegły, Kopernik i pierniki? Błąd. To przede wszystkim ludzie, którzy mieli odwagę myśleć po polsku, gdy za oknem rządzili Prusacy. W tym roku Towarzystwo Naukowe w Toruniu (TNT) obchodzi swoje 150. urodziny. Brzmi jak kolejna nudna akademia „ku czci”? Nic z tych rzeczy.
Ci goście (i jedna niesamowita kobieta!) to byli twardzi gracze. Konspirowali, wydawali fortuny na polskie książki i budowali tożsamość tego miasta, zanim to było modne. Dziś pewnie mijasz ich nazwiska codziennie, idąc do Żabki albo stojąc w korku na Rubinkowie. Czas sprawdzić, u kogo tak naprawdę mieszkasz.
Przygotowałem dla Was specjalną mapę. To nie jest zwykły przewodnik – to szlak toruńskiej inteligencji, która nie bała się ubrudzić rąk robotą.
Strefa I: Matecznik (Stare Miasto). Tu knuli przeciwko zaborcy
Zapomnij o nudnych akademiach i przecinaniu wstęg. Początki TNT to była czysta partyzantka w sercu Starówki, zanim jeszcze ktokolwiek myślał o ciepłych posadkach. Wszystko zaczęło się 16 grudnia 1875 roku przy Rynku Staromiejskim 21. W hotelu „Pod Trzema Koronami” (tak, dokładnie tam, gdzie dziś mijasz tablicę idąc na piwo) grupa zapaleńców przyklepała powstanie towarzystwa.
Mieli zapał, ale nie mieli adresu. Najpierw więc gnieździli się w wynajętych pokojach przy ul. Łaziennej 6, upychając pierwsze zbiory muzealne i wielką historię w ciasnych kątach cudzej kamienicy. Dopiero w 1881 roku powiedzieli „basta” i za społeczną kasę postawili własną twierdzę przy ul. Wysokiej 16. Ten budynek miał jeden cel: pokazać Prusakom, że Polak potrafi budować trwałe instytucje prosto pod ich nosem.
Strefa II: Uliczna żonglerka, czyli Szuman i Kujot
Niektóre ulice w Toruniu zmieniały nazwy częściej niż niektórzy politycy barwy partyjne. Historia patronów TNT to świetny przykład na to, jak dawne nazwy ulic Torunia ustępowały miejsca nowym bohaterom.
Ulica Leona Szumana (Stare Miasto)
Dziś to „salon miasta” przy Placu św. Katarzyny, ale historia tej nazwy to niezły rollercoaster.
- Przed 1920: Werderstrasse. Niemcy rządzili, więc nazwa była po ichniemu.
- 1920 – 1932: Po odzyskaniu niepodległości ulica stała się ul. św. Łazarza. Pasowało idealnie, bo obok był szpital.
- Od 1932: Patronem zostaje Leon Szuman. I słusznie! To nie był zwykły prezes w garniturze. Szuman był wybitnym chirurgiem, „Klinika Prezesa” działała pełną parą.
- II wojna światowa: Niemcy wracają i znowu wieszają tabliczki Werderstrasse.
- Po 1945: Szuman wraca na swoje miejsce i pilnuje porządku do dziś.
Ulica ks. Stanisława Kujota (Bydgoskie Przedmieście/Rybaki)
Cicha uliczka na uboczu, idealna dla prezesa-historyka, który wolał grzebać w archiwach niż błyszczeć na salonach.
- Dawniej: Uebrickstrasse. Brzmiało twardo i obco.
- Po 1920: Wchodzi ks. Kujot. Spokojna miejscówka dla człowieka, który ocalił dla nas kawał historii Pomorza.
Ciekawostka: Nawet okupant nie wymyślił tu nic nowego, po prostu przywrócili Uebrickstrasse, żeby po wojnie Kujot mógł wrócić na mapę.
Strefa III: Betonowa Dżungla Naukowców (Rubinkowo i Skarpa)
Myślisz, że blokowiska to tylko anonimowy beton i numery klatek? Bzdura. Kiedy PRL budował te „sypialnie miasta”, decydenci postanowili zrobić coś niespodziewanego: zameldować tam całą elitę Towarzystwa Naukowego w Toruniu. Zamiast nudnych nazw, dostaliśmy lekcję historii wyrytą na blaszanych tablicach, podzieloną wyraźnie przez Szosę Lubicką.
Pierwszy rzut poszedł na Rubinkowo po 1973 roku, kiedy w błoto i piach wjechały koparki, by stawiać pierwsze „szafy” po północnej stronie szosy. Wraz z rosnącymi piętrami wielkiej płyty, na mapę wskakiwali giganci. Główną arterię zajął Ignacy Łyskowski (w końcu pierwszy prezes, więc miejscówka VIP mu się należała), a tuż obok zainstalował się Zygmunt Działowski – gość, który sypnął kasą na start TNT, więc i ulicę dostał solidną. W tym męskim gronie, między Rydygierem (chirurgiem od „krojenia”) a ks. Mańkowskim (od zadań specjalnych), swoje miejsce wywalczyła Helena Piskorska. Jedyna kobieta w tym towarzystwie, która pilnowała archiwów, gdy faceci robili wielką politykę.
Druga fala nadeszła, gdy budowlańcy przeskoczyli na drugą stronę Szosy Lubickiej, kierując się na południe, ku Wiśle. Na Skarpie (wtedy Rubinkowie III) od 1987 roku zaczęto meldować kolejnych zasłużonych. To tu, w cieniu nowszych bloków, uhonorowano Ludwika Ślaskiego – sponsora strategicznego z Trzebcza, bez którego portfela polska nauka w Toruniu cienko by przędła. Dołączył do niego Marian Sydow – dziennikarz i bibliotekarz, który dbał o to, by w papierach był porządek. Tak oto XIX-wieczna elita trafiła pod strzechy… to znaczy, pod żelbeton końcówki PRL-u.
Autor: Marek Wieczorek
